Szafiry – bajka ludzi nocy

– Zaraz wrócę – powiedział, Xawery. Starszy człowiek, wstał z trudem z fotela i wyszedł z pokoju. Zu słyszała jego drobne, ostrożne, posuwiste kroki – odszedł daleko, do innej części podziemnego mieszkania – jego szurające kroczki zupełnie ucichły. Zu rozglądała się z zaciekawieniem po jaskini. Świat ludzi nocy nigdy nie był właściwie ciemny – zawsze paliły się świece, latarenki, lampy i ozdobne żyrandole. To właściwie było dziwne, bo ludzie nocy doskonale widzieli w ciemnościach – mieli wzrok, jak jej kotek, Ker – w jasnym świetle Zu doskonale zauważała ich zaniepokojenie, bo w ich rozszerzonych źrenicach odbijało się zielono-żółte światło. Gdy światło padało na kogoś z ludzi nocy stojącego w ciemnościach, jej lub jego oczy świeciły, jak maleńkie latarki. Na początku wydawało się to Zu, niepokojące. Teraz dawało jej to uczucie bezpieczeństwa, bo przechodząc ciemnymi tunelami dostawała informację, że ktoś tam stoi, jeszcze zanim była w stanie cokolwiek zobaczyć. Nigdy nikt, nie zrobił jej psikusa, zamykając lub mrużąc oczy. Chyba umarłaby ze strachu, gdyby ktoś tak na nią wyszedł z ciemności. Nawet się spytała, czy robią to specjalnie dla niej, czy mają to w zwyczaju. Ixi, malutka, śliczna wnuczka Xawerego, wyjaśniła jej, że zwyczajnie to nie ma sensu, bo oni wszyscy świetnie widzą w ciemnościach i taki numer wśród nich nie przejdzie. Nikomu nie przyszło do głowy, że to byłby świetny żarcik dla Zu. Oczywiście, pomyślała o tym malutka, 5-letnia Ixi, ale dziadek powiedział, że jeśli to zrobi, to Zu już raczej nigdy jej nie polubi. Zu nie była wstanie stwierdzić, czy rzeczywiście odniosłoby to taki skutek, ale była bardzo zadowolona, że odniosło skutek w stosunku do Ixi. Ona była naprawdę super-bystrzaczkiem – bez manipulacji genetycznych, sama natura.

– Trochę przerażające. – pomyślała, Zu, patrząc na Ixi, gapiącą się na nią z kompletnie niewinną miną.

Pokój był przytulny – regały z książkami i wyszukane granatowo-czarno-złote kilimy ozdabiały surowe, błyszczące ściany. Wygodne sofy i fotele były ustawione na środku wielkiego pomieszczenia, na złoto-granatowym dywanie. To co było wyjątkowe u ludzi nocy, według Zu, to ogromne pokoje – poza życiem w podziemnych, wydrążonych jaskiniach, oczywiście. No i życiem w bezpośrednim sąsiedztwie wulkanów – twierdzili, że ten jest absolutnie bezpieczny. Cieplutkie pomieszczenia w świecie bezśnieżnego super-mrozu i gorąca woda miały swoją cenę. Zu, zdała sobie sprawę ze swojego napięcia – była jak naciągnięta cięciwa – wyprostowana, skupiona, z mięśniami napiętymi do granic możliwości. Ciągle się bała, że wulkan ożyje i nie była w stanie uspokoić tego ciągłego oczekiwania. Zu zrobiła głęboki wdech i świadomie rozluźniła mięśnie – jeden, drugi i trzeci raz. Otworzyła oczy i napotkała oczywiście, uważne, niepokojące i niewinne spojrzenie Ixi. Xawery wrócił pomalutku do pokoju. Przyniósł małą skrzyneczkę, obitą granatowo-czarnym aksamitem. Zu już wiedziała, co przyniósł. Xawery postawił skrzyneczkę na czarnym, błyszczącym stoliku i otworzył ją. Najpierw wyjął kawałek kremowo-białego płótna. Zu uzmysłowiła sobie, że tego koloru jeszcze tutaj nie widziała. Starannie rozłożył je na stoliku, a na nie zaczął wykładać kamienie. Były oszałamiające. Większość była obła, bez fasetowania, które odbijałoby specjalnie światło. Ale, ale… Szlif miał taki kształt, który kierował światło do środka kamienia i rozświetlał kolor jego wnętrza. Różnokolorowe kopułki różnej wielkości zajęły cały stolik.

– Dziadku, a co to właściwie jest?

– Zamarznięte niebo, Gwiazdeczko. – uśmiechając się, odpowiedział wnuczce Xawery.

– Zamarznięte niebo? To przecież szafiry dziadku.

– To taka bajka, Ixi. Taka poezja opisująca kamienie, Ixi. – Spojrzał na nią z uśmiechem.

– To historia, o tym jak na północy, na stepie pojawił się wielki mróz. Wielki mróz. Trawa, strumienie i powietrze zamarzły. Mróz był taki, że zamarzło niebo, a jego zamarznięte kawałki spadły na ziemię.

– Ale dlaczego zamarznięte niebo, zamieniło się w szafiry? Niebo jest błękitne lub szare, a nie ciemno-niebieskie, czy nawet granatowe, a takie są szafiry.

– Prawdziwy mróz, taki który mógł zamrozić niebo, pojawiał się dopiero w nocy. W dzień słońce zawsze ogrzewa powietrze i nawet w pochmurny dzień zapewnia nieco ciepła. Na pewno jednak pamiętasz, jak zimą, w nocy robi się na stepie zimno. Mróz staje się tak przenikliwy, że człowiek bez ognia i schronienia, nawet w najcieplejszym ubraniu, nie jest w stanie przeżyć nocy. Zwierzęta chroni grube futro, a jednak muszą się przytulać do siebie w takie noce – nawet jeśli w dzień były wrogami, nocą stają się najlepszymi przyjaciółmi, którzy dzielą się ciepłem swoich ciał. A kolory? Nocne niebo to jest dopiero historia, Ixi. Nocą jest prawie czarne lub doskonale granatowe, nakrapiane gwiazdami lub przesłonięte chmurami. Gdy świeci księżyc, niebo jest odmienione tym dziwnym, srebrnym blaskiem i nimbem okalającym księżyc w najbardziej mroźne noce. O zmierzchu, jest szafirowe lub ciemnoniebieskie. Tam gdzie wschodzi lub zachodzi słońce, niebo nocy jest fioletowe, karminowe, różowe, pomarańczowe, żółte, a nawet zielonkawe. I takie są właśnie szafiry. To zamarznięte nocne niebo.

– Masz rację, dziadku. – Uśmiechnęła się, Ixi.

– Ale, story. – Westchnęła Zu, z uśmiechem.

Wszyscy troje wpatrywali się w szafiry, leżące na białym płótnie, leżącym na czarnym, błyszczącym stoliku do kawy. I wszyscy troje się uśmiechali – w szafirach widzieli kolory i blask nocnego nieba, blask księżyca, wschód i zachód słońca. A szafiry spoglądały na nich. I uśmiechały się świadome swojego piękna.